W dniu 8.07.93 r. „Wiadomości” podały zmanipulowaną do jednego zdania, wyciętą z kontekstu wypowiedź rzecznika MEN, dając jednocześnie szeroką możliwość dla wszelkich wypowiedzi ludzi „przypadkowych” z ulicy. W tym samym dniu w audycji „Kariery-Bariery” wystąpił Z. Lew Starowicz, główny ekspert od patologii seksualnej (będący ekspertem Ministerstwa Zdrowia). Drugim „ekspertem” była Anastazja P. – Marzena Domaros – oszustka, autorka brukow­ców i p. A. Bober (kiedyś ekspert od programów gospodarczych). W audycji brała udział także młodzież. W audycji niszczono podstawowe normy etyki seksualnej. Było wiele inwektyw i wypowiedzi ośmieszających MEN. Przekazano informację o jakiejś rzekomej instrukcji ministerstwa dotyczącej zachowań kokieteryjnych dziewcząt. Prowadzący audycję Z. Lew Starowicz stwierdził, co jest jego tezą, że problemy seksu należy traktować „filuternie”. Tymczasem temat ten dotyczy początku człowieka lub jego śmierci – w przypadku AIDS. Warto też zauważyć, że przy pomocy problemu AIDS próbuje się przedstawić fałszywy obraz Polski i udowodnić ksenofobię i kołtuństwo Polaków („Mówiąc po polsku o seksie” – komentarz „Newsweek” – „SM” 131/93). Liczne telefony do MEN od dziennikarzy z różnych miast Europy i ich relacje były tego ewidentnym dowodem. Komu na tym zależy?

Na instruktaż wobec szkoły zawziął się również „Monar”. W rozprowadzaniu książek było wiele taniej i słabej demagogii: Kto się nie boi książki na indeksie, ten dostanie ją za darmo! Kto nie weźmie ten jest skończonym kołtunem Szybko, szybko, już po mnie idą, zaraz mnie zwiną – krzyczał M. Kotański podpisujący wczoraj na Starówce książkę „AIDS i Ty”- a dla 15-latka książka dobra będzie? Bo mam wnuczka – troszczy się starsza pani. Dobra, w sam raz. Bierzcie, chowajcie, nie pokazujcie, że macie, bo was przymkną. („GW’ 19.07.93, Magda Szczypiorska). Inny współpracownik M. Kotańskiego z Opola powiedział: Jeżeli książka nie zostanie zakwalifikowana do wykorzystania przez uczniów, to polscy monarowcy „będą ją rozprowadzać na własną rękę. Także przed szkołami”. („Trybuna Opolska” 80/93). Rozprowadzali przed szkołami nie tylko w Opolu. W sprawie tak ważnej, jak AIDS telewizja nie mogła pozostać w tyle. Przodowały „Wiadomości”. W dniu 7.07.93 r. „Wiadomości” przedstawiły program propagujący tzw. „edukację seksualną” sprowadzoną do instrukcji używania prezerwatyw i publicznej reklamy środków antykoncepcyjnych. Udział w tym programie miała uczennica szkoły medycznej. Matka tej dziewczyny w stanie najwyższego zdenerwowania przyszła zaprotestować do nauczycielki, że nie zgadza się na deprawację dziecka.

O merytorycznych uwagach dotyczących oświaty i podręczni­ków trudno z profesorem dyskutować. Jeżeli nie ma przedmiotu, książka nie musi być polecana. Dla uzupełnienia jednak infor­macji o oddziaływaniu byłego marszałka Sejmu warto wiedzieć o jego „prywatnym” zaangażowaniu w tę tematykę: Seks to sprawa prywatna – przekonywał prof. M. Kozakiewicz – ale bawimy się teraz razem, likwidujemy kulturowe tabu, mówimy o tym, bo zabawa i rzeczowa rozmowa wyzwala nas od lęku. („Bzykanie w Alcatraz” – Beata Prasałek, „SM” 16.11.93) Prof. A. Jaczewski – twórca Podyplomowego Studium Edukacji Seksualnej: Nie można mówić, żejest to książka dla nauczycieli i lekarzy. To jest dla nauczycieli i lekarzy obrażliwe. Ta książeczka jest prymitywna, zawiera informacje podstawowe. Nadaje się do zawodówek. I to jest jej ogromną zaletą. Na pewno nikomu nie może zaszkodzić i nie sądzę, aby ktokolwiek mógł przeżyć szok z powodu jej gorszącej treści. Jeden z głównych stawianych jej zarzutów dotyczących szokujących praktyk seksualnych, które są w niej opisane. To naprawdę nie jest tak, że młodzi ludzie przeczytają, że „tak można” i natychmiast zaczną tę możliwość testować.Wydaje się, że twórcy Podyplomowego Studium Edukacji Seksualnej nie można darować pewnych sformułowań. Otóż fakt, że nauczyciele i lekarze powinni się obrazić, iż nie posiadają informacji szczegółowych o technikach i zboczeniach seksual­nych można pozostawić bez komentarza, choć jest to zastana­wiające. Obrazić się za wypowiedź prof. A. Jaczewskiego natomiast powinni nauczyciele i uczniowie zawodówek, że zaleca im się „wiedzę prymitywną”. W innym miejscu mówi A. Jaczew­ski, że w ramach studiów dla nauczycieli zamierzamy także organizować spotkania „towarzysko-kominkowe” z ludźmi, którzy mają coś ciekawego do powiedzenia o sprawach seksu. W planach jest spotkanie z członkami grupy „Lambda!’ („GW” 165/93, A. Nowakowska – „Seks uniwersytecki”). Grupy „Lambda” są to homoseksualiści.

Broszura „AIDS i Ty” jest brutalnym instruktażem dotyczącym technik seksualnych. Zarówno treść, jak i forma nie mają nic wspólnego z życiem seksualnym normalnego człowieka. Nie ma też żadnego związku z prawdą o ludzkiej płciowości i odpowiedzialności. Co sądzą o tym zwolennicy tego typu edukacji? Z. Kuratowska: Uważam broszurę za bardzo wartościową i godną polecenia dla szkół ponadpodstawowych, jak i ostatnich klas szkoły podstawowej. Z. Lew Starowicz: Broszura ta nie może być przekazywana młodzieży bez przygotowania. Zawiera pewne informacje, które mogą być dla młodzieży wstrząsem. Dla młodego człowieka mającego romantyczne wyobrażenie o miłości informacja, że do stosunku oralnego należy zakładać prezerwatywę, może być szokująca. M. Kozakiewicz: Ministerstwo wystąpiło w osobliwej roli cenzora. Argument, że jest to podręcznik, który musi być przez MEN zatwierdzony, jest argumentem kłamliwym. Podręcznik jest książką przeznaczoną do nauczania konkretnego przedmiotu, nie ma takiego przedmiotu, jak AIDS. O tym, czy tę broszurę pole­cić uczniom czy nie, powinien decydować nauczyciel Ja osobiście uważam, że nie ma w niej nic gorszącego. Praktyka młodzieży wynikająca z niewiedzy może być znacznie gorsza.

W tę akcję zaangażowały się wszystkie „znane autorytety” mocno wspierane przez media ogólnopolskie i lokalne. Temat przyszedł z importu. W Holandii w 1984 roku zaczęło się darmowe rozdawanie strzykawek i substytutu heroiny pozwalającego rozładować głód narkotyczny. W Szwecji dwuna­stolatkom rozdaje się w szkole prezerwatywy, by bronić przed wirusem HIV. W Ameryce podobnie. A przyczynił się do tego ich własny wynalazek domów męskiej prostytucji. Ponadto haitań- ska medycyna ludowa, w której notorycznie używa się tej samej igły dla wielu pacjentów. Wystarczyło, żeby epidemia HIV objęła cały kraj. W Paryżu co trzeci młody mężczyzna umiera na AIDS. A Francuzi są też demokratyczni i postępowi, bo dwudziesto- trzymetrowej wysokości prezerwatywa była wystawiona w Paryżu jako symbol ochrony przed HIV. Polskie media odnotowały to z największą aprobatą. My też otrzymaliśmy „szczególną pomoc” w tej sprawie z Wielkiej Brytanii. Zaczęło się w czerwcu 1993 roku. Wydana przez PWN i Brytyjskie Towarzystwo Lekarskie broszura „AIDS i Ty” – jest jedną z najbardziej kontrowersyjnych publikacji w ciągu ostatnich kilku lat. Brytyjskie Towarzystwo Lekarskie dopisało klauzulę, że jest to książka przeznaczona dla lekarzy i wychowawców. Polskie Wydawnictwo, któremu patro­nowało Ministerstwo Zdrowia, opuściło to zastrzeżenie MEN nie wyraziło zgody na wprowadzenie tej broszury do szkół, co wywołało protesty niektórych „autorytetów od seksuologii”. Szalały też media w walce z Ciemnogrodem z MEN. Wiceminister zdrowia nawał tę postawę MEN szczytem kołtuństwa – co skwapliwie powtarzały radio i telewizja. Wiceminister edukacji K. Marcinkiewicz, który był wyrazicielem opinii MEN w sprawie broszury, jest tępiony do dziś. Niewątpliwie z tego powodu „Polityka” przypisała mu nawet jakąś nierównowagę seksualną.

Walka o to, aby komiks nie stał się lekturą szkolną była wojną z mediami i ich mocodawcami. Prowadzili ją rodzice i Ministerstwo Edukacji. Interesujący jest cel wydawniczy tej lektury: EST A VENIR — chce przynieść konkretną, solidarną pomoc dokładnie odpowiadającą potrzebom społeczeństwa obywatelskiego krajów Europy środkowo-wschodniej. Działania naszego stowarzyszenia są długofalowe i mają na celu skuteczne wsparcie tych odłamów społeczeństwa obywatelskiego, które są gwarantami demokratyzacji całego społeczeństwa. To należy przeczytać kilka razy, aby dobrze zrozumieć – co znaczy wejście do Europy, kto je gwarantuje, kto je wspiera. Wszystkie kolo­rowe pisma młodzieżowe służą tym samym celom i mają to samo zaplecze. Norma i patologia w nich nie istnieją. Sugeruje się raczej, że norma jest zjawiskiem patologicznym.

„Seks? Ojej, co to jest?” – Broszura, komiks, którą Francuskie Stowarzyszenie na Rzecz Planowania Rodziny ofiaro­wało polskim dzieciom. Media usiłowały zrobić z tego lekturę szkolną. Oto niektóre hasła edukacji dla dzieci: Masturbacja nie jest chorobą, ani zboczeniem seksualnym Niektórzy ją uprawiają niezależnie od wieku, inni nie. Jedni sami, jedni z partnerem. Można się cieszyć własnym ciałem, czemu nie? (…) Nieważne upojenie, wystarczy pragnienie! Słuchaj, mała, chyba już czas? (…) Biorąc pigułki nie należy palić papierosów (…) Prezerwatywa jest jedynym środkiem przeznaczonym dla chłopca, który nie chce jeszcze zostać ojcem.
We wstępie „znany seksuolog” podnosi zalety tej publikacji, francuski wdzięk, poczucie humoru, bez śmiertelnej powagi a nawet z lekkim przymrużeniem oka A w komiksie brak choćby podstawowej wiedzy z psychologii rozwojowej. Natomiast nie brak w nim agresji wobec rodziców i wychowawców. Autorzy zadbali także o to, aby poprzez manipulację komiksem i słowem „dołożyć” Kościołowi: kurs tańca erotycznego jako przeciwsta­wienie spotkania z ks. Markiem z „Opus Dei”, któiy jest „pedał”.

Odnośnie restrykcyjnego charakteru projektu ustawy abor­cyjnej A. Jędrzejczyk stwierdza na łamach „Gazety Wyborczej”: Bardziej skuteczne okazuje się takie prawo, które pozwala, niż takie, które zabrania („Życie ma swoje prawa” ,,GW’ 71/90). Teoria „owocu zakazanego”, który lepiej smakuje – jest częstym sposobem manipulowania na temat prawa i etyki. Czy może idąc drogą tego rozumowania warto stworzyć prawa, które pozwalają na kradzież, przemoc czy zabójstwo nie narodzonych? We wrześniu odbędzie się w Kairze konferencja demogra­ficzna. Projekt dokumentu przygotowanego na tę konferencję jest kontrowersyjny i groźny z powodu metod tzw. polityki populacyjnej. Do metod tych należą aborcja, antykoncepcja, sterylizacja. Polskie media zachowują jakby zmowę milczenia wokół tej konferencji. Dlaczego? Minęła połowa sierpnia i do tej pory nic się nie pisze i nie mówi o składzie polskiej delegacji na konferen­cję. Nie informuje się też o stanowisku polskiej delegacji wobec projektu kairskiego. Dlaczego media przestały być dociekliwe?Dlaczego media razem z parlamentem nagłaśniały i oklaskiwały nowelizację ustawy o aborcji, a tutaj milczą, dlaczego?

W rok po ustawie „O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży” Polska Federacja Ruchów Obrony Życia w dniu 25 maja 1994 r. zwołała konferencję prasową, na której zostały przedstawione raporty Ministerstw Zdrowia, Sprawiedliwości i Edukacji odnośnie realizacji ustawy. Z raportów wynika, że liczba aborcji zmalała w skali kraju do 777, z czego 736 z powodu zagrożenia życia lub zdrowia matki, 36 z powodu ciężkiego uszkodzenia dziecka. Dr J. Umiastowski – przewodniczący Komisji Etyki Lekarskiej stwierdził, że z raportu nie wynika, by wzrosła liczba powikłań aborcyjnych, co jest pośrednim dowodem, że tzw. „podziemie aborcyjne” i turystyka w tym celu nie mają dużej skali. Stwierdzono jeden przypadek zgonu kobiety po nielegalnie dokonanej aborcji; w poprzednich latach, gdy obowiązywało inne prawo, takich sytuacji było więcej. („Głos dla życia”, 2/12 1994). Polska prasa o tym pisze bardzo niewiele. Wychwytuje natomiast najdrobniejsze sensacje dotyczące tej problematyki. I tak 29 lipca „Wiadomości” telewizyjne o godz. 19.30 podały sensacyjną informację, że gdzieś na świecie jakiś mężczyzna, fanatyk, zastrzelił czekających na dokonanie aborcji.